Tuesday, 11 February 2014

Rozdzial 1, cz. 4

Brodaty Piotr kończył motać swój kilometrowy szal wokół brody, ale Ida nie kwapiła się do wyjścia. 

Dziwna staruszka przestała ją chwilowo frapować, zbieżność nazwisk zeszła na dalszy plan, a praca w Rich and famous była odległym planem na przyszłość. Tym, co przejęło zupełną kontrolę nad jej ciałem, duchem i umysłem byl żołądek i palący głód. Widok i zapach soczystej pomidorówki  stanowiły znakomite klapki na Idowych oczach.

Podczas podróży przegryzła jakieś  kabanosy ale nabrała apetytu na coś ciepłego i pysznego, co będzie jak balsam po spacerze w nieznanej zawierusze. Jej głód charakteryzował się dotkliwą gwałtownością;  wiedziała, że jeśli nie zje za chwilę, zaraz, teraz, już to zrobi sie agresywna, zlośliwa i niemiła, co z pewnością nie byłoby dobrym początkiem znajomości z dwójką nowych Kowalskich. Grzecznie, acz stanowczo i z szerokim uśmiechem zwróciła sie do kobiety:

- Przepraszam, kto tu podaje tę pyszną zupę? I czy ja też mogłabym zamówić talerz? Okropnie zgłodniałam po drodze.

Zaskoczyła ją samą słuszność zadawanego pytania. Znajdowali się w końcu w barze, ale poza ich trójką nikogo tam nie było. Obsługa poszła i zostawiła babcię samą?

Zamiast babci, odezwał sie Piotr, znow odwiazujac szal.
- Babciu, siedź,zjedz spokojnie.  Ja jej naleję.

Mężczyzna zniknął na zapleczu. Ida usiadła naprzeciw starszej pani, zdjęła rękawiczki i rozpięła płaszcz. Słuchała brzdęku chochli o garnek, potem o talerz, nie przestawała rozglądać się z zainteresowaniem, kiedy postawiono przed nią gorący talerz zupy.Piotr usiadł obok. Patrzyli na nią z ciekawością, ale znaki zapytania w jej oczach musiały  sprawić, ze pierwsi zaczęli opowiadać.
- To nasz bar. Przy tej pogodzie nikt tu nie przychodzi, nawet i my nie zawsze. Ale dzisiaj babcię coś wygnało z domu- tu mrugnął do kobiety –a jak już tak sie stanie, to zawsze przygotowuje coś smacznego do jedzenia.

Pomidorowa była tyle smakowita, co zupełnie inna w smaku. Ida doskonale wiedziała, że z tą zupą było jak z jajecznicą i rosołem, każdy ją robilł na swój sposob i nie było dwóch takich samych pomidorowych. Ale ta brzmiała zupełnie nowymi dźwiękami..kolendrą? Gorczycą?Anyżkiem? Babcia, tym razem patrząc na Idę całkiem przytomnie, zachichotała.

-Nie, nie powiem ci, co tam jest. Zgadniesz sama, może nie dziś. Wszyscy w mieście sie w to bawią, a ci, którzy juz wiedzą, trzymają sekret dla siebie. Tacy jesteśmy.

Ida skinęła glowa. Tajemnice tajemnicami, ale zaczynały sie niepokojąco mnożyć, a co za dużo, to jednak źle.

-  Może mi pan coś opowie o Richa and famous?

-Dlugo by mowic. Firma straciła sporo zaufania, odkąd posłali bylego wuefistę do pracy w cyrku. To nie był ich pierwszy dziwny pomysł, na pewno nie będzie też ostatni. Facet coprawda zadowolony, ale jego rodzina nie daje szefowi spokoju, że wstyd, hańba, głupota, hucpa i cyrk, że normalnemu, ustatkowanemu czlowiekowi poradzili takie szaleństwo. Ponoć rodzice dzieci, które uczył, nie chcą nawet myslec, z jakim to obłąkańcem ich pociechy grały w piłkę w szkole. Ale to już chyba przesada. Tak czy inaczej, mają mniej zleceń, ludzie boją sie pytać  o radę, bo strach zgadywać co jeszcze mogą wymysleć i zasugerować..

Idzie ten pomysł wydawał się właśnie najbardziej pociągający. Nieskrępowane doradztwo zawodowe, namawianie ludzi do realizowania szalonych planow i marzeń, na które pół świata reagowałoby stukaniem w czolo. Wolność w myśleniu, najszersze horyzonty, rozmach Panoramy Racławickiej.

Myśl  o nowym zajęciu zadziałała ożywczo i ponaglająco. Była ciekawa innych szczegółów, ale musiała się też urządzić. Najedzona, w lepszym, pomidorowym humorze, spytała
- Ile się należy?

No comments:

Post a Comment