Brodaty Piotr
kończył motać swój kilometrowy szal wokół brody, ale Ida nie kwapiła się
do wyjścia.
Dziwna staruszka przestała ją
chwilowo frapować, zbieżność nazwisk zeszła na dalszy plan, a praca
w Rich and famous była odległym planem na przyszłość. Tym, co przejęło
zupełną kontrolę nad jej ciałem, duchem i umysłem byl żołądek i palący
głód. Widok i zapach soczystej pomidorówki stanowiły znakomite klapki na Idowych oczach.
Podczas podróży
przegryzła jakieś kabanosy ale nabrała
apetytu na coś ciepłego i pysznego, co będzie jak balsam po spacerze w
nieznanej zawierusze. Jej głód charakteryzował się dotkliwą gwałtownością; wiedziała, że jeśli nie zje za chwilę, zaraz,
teraz, już to zrobi sie agresywna, zlośliwa i niemiła, co z pewnością nie byłoby
dobrym początkiem znajomości z dwójką nowych Kowalskich. Grzecznie, acz
stanowczo i z szerokim uśmiechem zwróciła sie do kobiety:
- Przepraszam,
kto tu podaje tę pyszną zupę? I czy ja też mogłabym zamówić talerz? Okropnie
zgłodniałam po drodze.
Zaskoczyła ją
samą słuszność zadawanego pytania. Znajdowali się w końcu w barze, ale poza ich
trójką nikogo tam nie było. Obsługa poszła i zostawiła babcię samą?
Zamiast
babci, odezwał sie Piotr, znow odwiazujac szal.
- Babciu,
siedź,zjedz spokojnie. Ja jej naleję.
Mężczyzna
zniknął na zapleczu. Ida usiadła naprzeciw starszej pani, zdjęła rękawiczki i
rozpięła płaszcz. Słuchała brzdęku chochli o garnek, potem o talerz, nie przestawała
rozglądać się z zainteresowaniem, kiedy postawiono przed nią gorący talerz
zupy.Piotr usiadł obok. Patrzyli na nią z ciekawością, ale znaki zapytania w
jej oczach musiały sprawić, ze pierwsi
zaczęli opowiadać.
- To nasz bar.
Przy tej pogodzie nikt tu nie przychodzi, nawet i my nie zawsze. Ale dzisiaj
babcię coś wygnało z domu- tu mrugnął do kobiety –a jak już tak sie stanie, to
zawsze przygotowuje coś smacznego do jedzenia.
Pomidorowa była
tyle smakowita, co zupełnie inna w smaku. Ida doskonale wiedziała, że z tą zupą
było jak z jajecznicą i rosołem, każdy ją robilł na swój sposob i nie było dwóch
takich samych pomidorowych. Ale ta brzmiała zupełnie nowymi dźwiękami..kolendrą?
Gorczycą?Anyżkiem? Babcia, tym razem patrząc na Idę całkiem przytomnie,
zachichotała.
-Nie, nie powiem
ci, co tam jest. Zgadniesz sama, może nie dziś. Wszyscy w mieście sie w to
bawią, a ci, którzy juz wiedzą, trzymają sekret dla siebie. Tacy jesteśmy.
Ida skinęła
glowa. Tajemnice tajemnicami, ale zaczynały sie niepokojąco mnożyć, a co za
dużo, to jednak źle.
- Może mi pan coś opowie o Richa and famous?
-Dlugo by
mowic. Firma straciła sporo zaufania, odkąd posłali bylego wuefistę do pracy w
cyrku. To nie był ich pierwszy dziwny pomysł, na pewno nie będzie też ostatni. Facet
coprawda zadowolony, ale jego rodzina nie daje szefowi spokoju, że wstyd, hańba,
głupota, hucpa i cyrk, że normalnemu, ustatkowanemu czlowiekowi poradzili takie
szaleństwo. Ponoć rodzice dzieci, które uczył, nie chcą nawet myslec, z jakim
to obłąkańcem ich pociechy grały w piłkę w szkole. Ale to już chyba przesada. Tak
czy inaczej, mają mniej zleceń, ludzie boją sie pytać o radę, bo strach zgadywać co jeszcze mogą
wymysleć i zasugerować..
Idzie ten
pomysł wydawał się właśnie najbardziej pociągający. Nieskrępowane doradztwo
zawodowe, namawianie ludzi do realizowania szalonych planow i marzeń, na które
pół świata reagowałoby stukaniem w czolo. Wolność w myśleniu, najszersze horyzonty,
rozmach Panoramy Racławickiej.
Myśl o nowym zajęciu zadziałała ożywczo i
ponaglająco. Była ciekawa innych szczegółów, ale musiała się też urządzić.
Najedzona, w lepszym, pomidorowym humorze, spytała
- Ile się należy?
No comments:
Post a Comment