Sunday, 16 February 2014

Rozdział 1 , cz. 5

- Daj spokój. - machnął ręką Piotr - Dziś my zapraszamy.

- Dzięki wielkie. - uśmiechnęła się Ida. - Na pewno będę wpadać częściej. 

- To jak? Wyruszamy?

- Jasne, najwyższy czas. - Ida zerknęła na zegarek: zbliżała się już godzina dwudziesta pierwsza. To by wyjaśniało, dlaczego poczuła się taka zmęczona.

Wyszli w rozgwieżdżoną noc. Wiatr zelżał i teraz z nieba dostojnie, niczym w rytmie walca osuwały się drobne, migoczące w świetle księżyca płatki śniegu. Zimowe powietrze dawało poczucie rześkości i przywodziło na myśl zapowiedź czegoś nowego, niewiadomego, ale bardzo ekscytującego. Ida głęboko zaczerpnęła tchu.

- Daleko mamy? - zapytała.

- Nie, jakieś dziesięć minut, ale to dosyć opuszczona okolica.

Szli przez resztę drogi w milczeniu, a świeży śnieg chrzęścił rytmicznie pod ich stopami. Miło było tak iść i milczeć, bez żadnego stresu i zastanawiania się w popłochu, co by tu powiedzieć, by przerwać niezręczną ciszę.

W końcu stanęli przed ogrodzeniem wysokiego, dość posępnie wyglądającego domu, do którego przez uśpiony zimowy ogród prowadziła wąska, teraz przysypana kożuszkiem śniegu alejka.

Na furtce zawieszona była duża tabliczka: "Rich and famous in a moment. Szukasz pracy? A może chcesz ją zmienić? Nie wiesz, jakie są Twoje predyspozycje? To znak, że koniecznie musisz do nas zajrzeć"

- Powinno być otwarte. - Piotr nacisnął lekko klamkę i furtka z przeciągłym skrzypnięciem uchyliła się. Ida poczuła, że serce jej przyśpieszyło.

Wąską alejką podeszli do drzwi wejściowych budynku opatrzonych jeszcze większym logo firmy.

Na gałce przy pomocy złotej wstążeczki umocowana była koperta z napisem: "P. Ida Kowalska".

W środku znajdował się pęk kluczy i różowa, złożona na pół karteczka z wypisanymi tymi oto słowy: "Pierwsze piętro, drzwi po prawej stronie"





No comments:

Post a Comment