Friday, 7 February 2014

Rozdział 1, cz.2

Czasem miasto ( chociaż nie samo miasto, ktoś się musi za tym kryć i własnym głosem wydać polecenie!) wpada na zbawienny pomysł postawienia dużej mapy przy drodze. Właśnie po to by, nie zastawszy żywej duszy na dworcu kolejowym świeżo przybyła osoba mogła  choć pobieżnie zobaczyć co, gdzie, dokąd i jak się krzyżuje. Ale nie, w P. widać zabrakło tej osoby. Ani żywej duszy, ani martwej. Chociaż, kto wie, ciemno, zimo, mroczno, potencjał na materiał dla lokalnej kroniki policyjnej pewnie niemały i niepokojąco obiecujący. O ile będzie tu jakaś gazeta, w której drukuje się kronikę policyjną).
Niemniej, mapy też nie było.
Wiatr wdzierał się wszędzie, Idzie zdawało się, że krew w jej żyłach płynie napędzana jego podmuchami, a nie ciśnieniem. I ledwie płynie, za moment przestanie,niemal czuła jak tężeje i powoli zamarza, zamieniając jej palce u stop w jakąś kamienną formację.
Z pewnością zainspirowałaby Felipe do stworzenia kolejnej szalonej rzeźby z guzików. Miała takie dwie w walizce, wcale nie na czarną godzinę, raczej na tę szarą, jak nazywała ten czas, kiedy po prostu tęskniła.
Felipe był jednak daleko, fale odpowiedzialne za zasięg jeszcze dalej. Rzeźba pod ręką, ale absolutnie bez sposobu na to, by ja wyjąć.
Brnąc przed siebie ulicą Główną, (to brzmiało jak dowcip)Ida poddała się przy pierwszym oświetlonym budynku.  Jakiś lokalny anioł stróż musiał ją chyba polubić- zza lekko odrapanych drzwi ozdobionych krzywym napisem “Bar Krokus”dobiegał zapach gorącej pomidorowej i grzanego wina. Ida weszła do środka, wciągnęła za sobą plecak, walizkę, torbę , torebkę i małą pluszową zebrę. Za barem siedziała opalona siwowłosa kobieta i z wyrazem autentycznego zachwytu powoli jadła zupę. Podniosła oczy, uśmiechnęła się  i wszystkowiedzącym tonem raczej stwierdziła niż spytała:
-          Ida, tak?

No comments:

Post a Comment