Ida przełknęła ślinę. Coś było znajomego w tej twarzy, choć przysięgłaby, że nigdy w życiu nie spotkała tej kobiety.
- Ida, dziecko, wiedziałam, że kiedyś w końcu przyjedziesz. - uśmiechnęła się bezzębnymi ustami staruszka i poczęła gramolić się zza stołu, by ruszyć w jej stronę.
Dziewczyna podeszła do stołu i usiadła naprzeciw niej.
- Pani mnie zna? - spytała niepewnie.
- Dziecko moje to naprawdę ty... - staruszka wyciągnęła rękę i sękatymi palcami pogładziła ją po twarzy, a z jej oczu zaczęły toczyć się łzy wielkie jak grochy.
Ida poczuła się bardzo nieswojo.
- Babciu? - usłyszała nagle od drzwi wejściowych, które otworzyły się z przeciągłym skrzypnięciem, wpuszczając do wnętrza zimny podmuch.
Do baru wszedł właśnie młody mężczyzna około trzydziestki, ubrany w grubą kurtkę z kapturem i szalik zakrywający pół twarzy.
- Babciu, tu jesteś... - odezwał się z nutą rezygnacji w głosie. - Jak zwykle. Dlaczego ciągle uciekasz z domu?
- Czekam na Idę. - odparła twardo kobieta, zaciskając usta. - Ale już przyszła...
Ida przeniosła pytające spojrzenie na mężczyznę. Czuła się jak w jakimś filmie.
- Bardzo panią przepraszam. - zwrócił się do niej. - Moja babcia... Ma trochę problemy z pamięcią... Ida to moja mama. Była himalaistką. Niestety... zginęła kilka lat temu w Tybecie... A babcia po prostu nie przyjęła tego do wiadomości. Bardzo przepraszam za problemy.
- A -a - a - ależ nic się nie stało. - wydukała Ida.
- A pani to chyba jest tutaj nowa?
- Tak, chyba tak. W sumie to jestem tu kilkanaście minut. - uśmiechnęła się.
- No to miło panią poznać, jestem Piotr Kowalski. - zsunął trochę szalik z twarzy, ukazując imponującą blond brodę i zagubiony w niej sympatyczny uśmiech.
- Ida... Ida Kowalska. - z trudem wyartykułowała Ida.
- A to zbieg okoliczności, ha ha! - zaśmiał się brodacz Piotr, acz trochę niepewnie. - A może pani zdradzić, co ją sprowadza do miasta P.?
"Miasta? To chyba zbyt duże słowo..." przemknęło przez myśli Idy.
- Tak, oczywiście. Szukam takiej oto firmy - tu sięgnęła do kieszeni po kartkę, na której dawniej widniał adres, a teraz niewyraźne granatowe smugi. - "Rich and famous in a moment". Ale jak pan widzi, trochę mi się rozmazał adres, a tu nie ma zasięgu, by zadzwonić z komórki.
- Rich and famous in a moment??? - Piotr zdumiał się jeszcze bardziej bardziej, niż jej imieniem i nazwiskiem. - A po co pani tam chce iść? I to o tej porze?
Ida chrząknęła niepewnie.
- Dostałam tam pracę.
Brodacz nie krył zdziwienia.
- Ale teraz chce pani tam iść, w nocy?
- No tak, ponoć mają mieszkanie do wynajęcia na piętrze budynku.
- No tak, coś tam słyszałem... - podrapał się po zaroście. - No nic, zaprowadzę panią. Babci się pewnie nic przez ten czas nie stanie... - spojrzał z czułością i smutkiem na kobietę, która, jakby zapomniawszy o wszystkim, znów radośnie zajęła się zupą.
- Dziecko moje to naprawdę ty... - staruszka wyciągnęła rękę i sękatymi palcami pogładziła ją po twarzy, a z jej oczu zaczęły toczyć się łzy wielkie jak grochy.
Ida poczuła się bardzo nieswojo.
- Babciu? - usłyszała nagle od drzwi wejściowych, które otworzyły się z przeciągłym skrzypnięciem, wpuszczając do wnętrza zimny podmuch.
Do baru wszedł właśnie młody mężczyzna około trzydziestki, ubrany w grubą kurtkę z kapturem i szalik zakrywający pół twarzy.
- Babciu, tu jesteś... - odezwał się z nutą rezygnacji w głosie. - Jak zwykle. Dlaczego ciągle uciekasz z domu?
- Czekam na Idę. - odparła twardo kobieta, zaciskając usta. - Ale już przyszła...
Ida przeniosła pytające spojrzenie na mężczyznę. Czuła się jak w jakimś filmie.
- Bardzo panią przepraszam. - zwrócił się do niej. - Moja babcia... Ma trochę problemy z pamięcią... Ida to moja mama. Była himalaistką. Niestety... zginęła kilka lat temu w Tybecie... A babcia po prostu nie przyjęła tego do wiadomości. Bardzo przepraszam za problemy.
- A -a - a - ależ nic się nie stało. - wydukała Ida.
- A pani to chyba jest tutaj nowa?
- Tak, chyba tak. W sumie to jestem tu kilkanaście minut. - uśmiechnęła się.
- No to miło panią poznać, jestem Piotr Kowalski. - zsunął trochę szalik z twarzy, ukazując imponującą blond brodę i zagubiony w niej sympatyczny uśmiech.
- Ida... Ida Kowalska. - z trudem wyartykułowała Ida.
- A to zbieg okoliczności, ha ha! - zaśmiał się brodacz Piotr, acz trochę niepewnie. - A może pani zdradzić, co ją sprowadza do miasta P.?
"Miasta? To chyba zbyt duże słowo..." przemknęło przez myśli Idy.
- Tak, oczywiście. Szukam takiej oto firmy - tu sięgnęła do kieszeni po kartkę, na której dawniej widniał adres, a teraz niewyraźne granatowe smugi. - "Rich and famous in a moment". Ale jak pan widzi, trochę mi się rozmazał adres, a tu nie ma zasięgu, by zadzwonić z komórki.
- Rich and famous in a moment??? - Piotr zdumiał się jeszcze bardziej bardziej, niż jej imieniem i nazwiskiem. - A po co pani tam chce iść? I to o tej porze?
Ida chrząknęła niepewnie.
- Dostałam tam pracę.
Brodacz nie krył zdziwienia.
- Ale teraz chce pani tam iść, w nocy?
- No tak, ponoć mają mieszkanie do wynajęcia na piętrze budynku.
- No tak, coś tam słyszałem... - podrapał się po zaroście. - No nic, zaprowadzę panią. Babci się pewnie nic przez ten czas nie stanie... - spojrzał z czułością i smutkiem na kobietę, która, jakby zapomniawszy o wszystkim, znów radośnie zajęła się zupą.
No comments:
Post a Comment